Święta już za nami, ale zanim zdążyły stać się wspomnieniem, udało mi się przygotować kilka drobiazgów do dekoracji.
Wspólnie z mężem zrobiliśmy zające z deski. W ten sposób powstała zajęcza rodzinka: tata - 100 cm wysokości, mama - 80 cm, dziecko - 60 cm. Buzie i kontury wypaliłam w drewnie, następnie zające zostały polakierowane, przymocowane do deski i stały się ozdobą domu. A i zajączek wielkanocny wiedział, gdzie prezenty zostawić.
Przygotowałyśmy także koszyczek ze święconką, w którym dla każdego znalazła się słodka babeczka - jedna z koparką i piaskiem. :)
Uzbierałam dość dużo skorupek po jajkach. Zbierałam je z zamiarem wykonania takiego właśnie wianuszka. Przysiadły na nim ubiegłoroczne kurki. Puszki, o których pisałam wcześniej, służą za osłonkę na pojemniki z kocią trawką, a w trawce buszują zajączki.
Kolejny wianuszek wykonałam z papierowej wikliny. Przykleiłam kilka styropianowych jajek i zawiesiłam wydmuszki. Miałam co do niego inne plany jeśli chodzi o udekorowanie, a mianowicie miały tam wisieć pisanki z masy porcelanowej, ale w tym roku się nie udało. Bukszpan i barwinek wyciągnięte z koszyczka ze święconką. Nic się nie zmarnowało.
Gałązki bazi, których nie wykorzystałam do palmy, również stanowią ozdobę pokoju. Zawisły na nich wydmuszki w szydełkowych ubrankach, które dostałam chyba od Eli. Dodatkowo kolejne zajączki wycięte przez męża i sklejone przez mnie. Miały być udekorowane, ale ostatecznie nie zdążyłam i są naturalne. I takie podobają mi się najbardziej.
I kolejny wianuszek z papierowej wikliny. Ten tutaj miał być wieńcem bożonarodzeniowym i robiłam go już w grudniu ubiegłego roku. Przeleżał do kwietnia i ostatecznie stał się dekoracją świąteczną, choć w innym wydaniu niż zamierzałam. Pisanki ozdobione decoupagem to także dziełko męża, tzn. mąż wyciął, ja wykończyłam. Wycinankowy kogutek znany już z poprzednich lat, podobnie jak wylepiana bibułą pisanka, którą zrobiłam wspólnie z córką w ubiegłym roku albo i dwa lata temu.
W tym roku po raz pierwszy wykorzystałam skorupki do wysiewu rzeżuchy. Dziecko miało dużo radości z rysowania buziek, siania i podlewania. Naszym stworkom urosły na święta wspaniałe czuprynki. Teraz codziennie skubane i zjadane. A tych dwóch szarych jegomościów to także zające, tylko że skarpetkowe - wspólne dzieło moje i dziecięcia mego, a skarpetki uznajmy jako wkład mężowskiej pracy. :)
Na wielkanocne życzenia już stanowczo za późno, oczywiście przed Wielkanocą nie ogarnęłam się z dodaniem wpisu na bloga. Mimo to życzę wszystkim zdrowia, radości i szybkiego powrotu do normalności.