W poprzednim wpisie wspomniałam o "pamiątce", którą w tym roku przywiozłam znad morza. Nie jest ona ściśle związana z morzem, natomiast z robótkami ma wiele wspólnego. A cóż to takiego? Prezent od Cioci - maszyna do szycia Singer. Stara, znana i dobra marka, a przynajmniej tak mi się wydaje. Mąż naprawił to, co było zepsute, dorobił to, czego brakowało i już można na niej szyć. Jednak jeszcze nie miałam czasu, żeby to cudo wypróbować. Może niebawem się uda.
Jeszcze zanim wyjechaliśmy nad morze, uszyłam organizer do samochodu. Wykorzystałam to, co miałam pod ręką, czyli porwane jeansy z mnóstwem kieszonek. Wykorzystałam niemal całe spodnie. Oczywiście szyłam dosłownie 5 minut przed wyjazdem. Wszyłam za krótkie gumki, później musiałam ciąć i sztukować. Ale, co najważniejsze, organizer spełnił swoje zadanie - dobrze jest mieć pod ręką kilka kieszonek na drobiazgi dla dziecka.
Bazę stanowią dwie nogawki tyłu spodni, na to naszyłam część przodu z kieszeniami, a na dole resztę przednich nogawek, z których powstała jeszcze jedna kieszeń. Z tyłu podszyte czarnym, nierozciągliwym materiałem. Bez większych upiększeń - nie było czasu na estetyczne dopieszczanie całości, zresztą nie widzę takiej potrzeby - w tym przypadku ma być przede wszystkim praktycznie.
































