Właściwie czemu nie... Nie wyjechałam w ciepłe kraje, żeby rozkoszować się urokami przyrody i pogody, ale moje dziecię zachciało mieć namiot. Oczywiście budowle z krzeseł i szczotek były na porządku dziennym. A że akurat mamy ferie, tzn. dziecko ma, więc wzięłam się do roboty i tak oto powstał namiot tipi z prawdziwego zdarzenia, w ulubionych kolorach. Jeszcze trochę nie udekorowany, ale w zamyśle już coś mam. :-)
Przyznaję się bez bicia, że krawcową nie jestem, szyłam go w ekspresowym tempie, więc zapewne dostrzeżecie, że tu czy tam jest krzywo albo coś... Tak ma być! :-)
Materiał wyjęłam z pudła, myślę, że swoje już przeleżał i nabrał mocy. Wstążki też jakby "zabytkowe" - kiedyś toto zdobiło jeśli nie moją głowę, to z pewnością głowę siostry. Teraz pełni funkcję estetyczno-praktyczną. A zapasy wstążek z mojej głowy jeszcze mam, niektóre są tak eleganckie, że pewnie na czyjąś głowę jeszcze wskoczą.
Domek nie byle jaki, bo z okienkiem, choć wahałam się, czy je robić (obawiałam się, że mi nie wyjdzie zbyt ładne). Z przyczyn praktycznych - ciut ciemnawo było w środku - trzeba było jednak podjąć wysiłek.