Szaliki są użyteczne, nie da się ukryć, jednak czasami w przypadku małych dzieci lepiej sprawdzają się kominki, zwłaszcza wtedy, gdy mróz trochę szczypie za mały nosek. W mojej szafie dziecięcego komina brak, ale wczoraj to się zmieniło. Z potrzeby serca siadłam do maszyny i w jeden poranek uszyłam mojej córci kominek. Powstałaby jeszcze czapka, ale minky zabrakło...
Kominek uszyłam z wyżej wspomnianego minky i materiału znalezionego w maminej szafie, sztucznego, ale trochę rozciągliwego, co w przypadku takiego przyodziewku jest wskazane.
Materiał ma delikatne kolory, dzięki czemu będzie pasował do różnych ubrań wierzchnich, a o to mi także chodziło. Zapewniam Was, że te prążki przeleżały swoje w szafie, myślę, że jakieś 20 lat na pewno.
Bardzo podoba mi się połączenie tych materiałów, zarówno kolorystyczne, jak i pod względem faktury. Milutkie i mięciutkie minky bardzo dobrze komponuje się z cienkim, delikatnym materiałem.
Komin ma długość ok. 105 cm (w obwodzie, bez rozciągania) i spokojnie wystarcza na dwukrotne oplecenie szyi. Jak widać na zdjęciach, swoją zimową premierę kominek ma już za sobą, sprawdził się znakomicie. A ja zachęcona moim małym szyciowym sukcesem, myślę już o następnym "uszytku", tym razem bardziej wiosennym.
A że trochę mimochodem powstanie kominka zgrało się z wyzwaniem DIY, więc dołączam do zabawy pt. "Otuleni zimą".



















